Rozległe tereny Rosji - a później ZSRR - były i są nadal polem współżycia i walki różnych ludów, cywilizacji i kultur. Przez wiele stuleci Polacy uczestniczyli w tworzeniu nowych form współżycia. Na terenach zagarniętych w dużej mierze siłą przez rosyjski imperializm Polacy zamieszkiwali stale i od pokoleń organizowali sobie życie w polskiej niszy kulturowej, która umożliwiała im normalną, ludzką formę życia osobowego. Olbrzymie jednak rzesze Polaków zostały wywiezione przemocą na dalekie syberyjskie i inne terytoria, gdzie ludzki sposób życia można było uratować do pewnego stopnia poprzez zachowanie własnej religii, jako podstawowego poziomu kultury człowieka.
Jak bowiem wiadomo, sposób ludzkiego racjonalnego i wolnego życia jest kulturą, która przejawia się w jej czterech podstawowych nurtach: racjonalnym poznaniu, tak przednaukowym, jak i naukowym; w moralności realizującej ludzkie dobro; w sztuce (twórczości) uzupełniającej niedostatki zastanej natury, mającej realizować dobro prawdy, czyli piękno; i w religii, jako naczelnych racji ludzkich decyzji, spinających w relacji osobę człowieka z osobą Boga. Religia - w ostatecznych wymiarach - stanowi jedyne ludzkie dobro transcendujące nawet samą śmierć, którą pojmuje jako przejście ku wieczności. To religia odsłania ostateczny sens ludzkiego życia i ludzkich działań, tak moralnych, jak i naukowych czy twórczych. Osobowa wieź (relacja) z Bogiem, gwarantująca życie wieczne w rozkwicie działań osobowych, ku którym zmierzają wszystkie ludzkie - rozumne i dobrowolne - czyny, pozwala ostatecznie zrealizować i osiągnąć przedmioty i cele, zogniskowane w Bogu, wszystkich przejawów kultury: PRAWDY - DOBRA - PIĘKNA.
Nic zatem dziwnego, że ludzie wykorzeniani z własnych rodzinnych siedzib zabierali z sobą-jako najcenniejszy skarb człowieczy - religie z jej osobowymi aktami: modlitwą, ofiarą, moralnością nacechowaną chrześcijańską miłością. To jedynie pozostawało im jako podstawa ludzkiego życia i człowieczej kultury. Albowiem religia i moralność, a właściwie to religia realizowana w życiu moralnym, jest jedynym nieutracalnym kulturowym dobrem człowieka. I ten skarb nawet najbiedniejsi zabierali ze sobą - ci, których wyrwano z rodzimych i ojczystych korzeni. To pozwalało wywiezionym nadal być ludźmi, może nawet pełniej, bo trudniej.
A gdy w sprzyjających okolicznościach warunki przesiedlenia na to pozwalały, to budziły się, rozkwitały i owocowały inne gałęzie kultury: nauka i sztuka, wraz ze społecznymi formami cywilizacji wkorzenionymi w dusze Polaka. Ileż i jakie osiągnięcia nauki i techniki oraz gospodarki zrealizowali Polacy w ciągu wieków na bezkresnych przestrzeniach rosyjskiego imperium! Mówi o tym -jeszcze niedoskonale - historia nauki.
Życie ludów na terenach opanowanych przez Rosje zostało poddane aż dwukrotnie strasznemu "fatum": poprzez najazd Mongołów w średniowieczu i poprzez antyludzką rewolucje bolszewicką na początku XX w. Trudno przecenić rozkładowy wpływ tych wydarzeń na ludzką psychikę narodów i poszczególnych ludzi na terenach poddanych naciskowi wrogich człowiekowi cywilizacji.
Ludy Rusi na południu i północy, organizujące się w systemy narodowo-państwowe w bogatej kulturze Bizancjum (Carogrodu), zostały w XIII stuleciu podbite i opanowane przez hordy mongolskie Batu-Chana, przy równoczesnym narzuceniu im cywilizacji turańskiej (mongolskiej, a później mongolsko-moskiewskiej). Mongolski władca, opanowawszy tereny Rusi, zmusił ją do płacenia strasznego haraczu, przy równoczesnym prywatnym mongolskim systemie prawa, w myśl którego jedynym posiadaczem ziemi, dóbr, ludzi i wyników pracy ludzkiej miał być chan. Organizacja państwowa przybrała postać organizacji wojskowej. Spowodowało to zanik publicznego prawa, dowolność władzy, pogardę dla kultury ducha, dla nauki i sztuki, dla ludzkiej wolności. System ten zaciążył szczególnie na ziemiach późniejszej Rosji, gdyż Ruś Halicka, związana z Polską i Węgrami, znalazła się w innych warunkach cywilizacyjnych. Wpływ mentalności i cywilizacji mongolsko-moskiewskiej utrwalił się na ziemiach Rosji i pozostał nawet wówczas, gdy ta zwyciężyła Mongołów, gdy po upadku Konstantynopola stała się "Trzecim Rzymem", a carowie - imperatorami. Niestety, nie rozwijała się -jak w innych krajach Europy - kultura duchowa, ale panowało samowładztwo carów i dokonywano nowych terytorialnych zdobyczy, w tym także rozbiorów Polski. Ogromne tereny Rzeczypospolitej weszły wraz z ludnością i tradycją wolnościową w obręb imperium rosyjskiego. I chyba nie jest czymś aroganckim dostrzeżenie faktu, że dopiero wiek XIX w Rosji zaowocował wspaniałą kulturą duchową i materialną. Udział Polaków w procesie tworzenia kultury nie może być nie zauważony.
Wszystko to jednak zostało zmiażdżone w drugim wielkim uciemiężeniu - po bolszewickiej "Rewolucji Październikowej". Sami Rosjanie i narody zamieszkujące zagarnięte przemocą tereny zostali poddani chyba największemu w dziejach ludzkiej kultury zniewoleniu i urzeczowieniu. Systemy rządów ateistycznych i bestialskich zniszczyły to wszystko, co wyrażało ducha wolności, w tym swobodę wyznawania wiary w zorganizowanych strukturach. Posypały się wyroki śmierci i zwyczajne masowe zabójstwa, zwłaszcza tych, którzy nosili w sobie tradycję wolności i niezawisłości ducha. Byli to przede wszystkim duchowni Polacy oraz wierzący wyznania rzymskokatolickiego.
Oczywiście bywały przypływy i odpływy w procesach prześladowania, ale zasadniczy nurt wytępienia religii, niezawisłości, wolności ducha był czymś stałym i niezmiennym w swych podstawach. Upadek takich rządów, które trwały ponad 70 lat, nie mógł natychmiast zmienić sytuacji, albowiem pozostali ludzie i instytucje stworzone i zorganizowane przez wojujący ateizm, który szczególnie uderzył w ludzi tworzących kulturę. Pozostała wiec ogromna duchowa pustynia i ziemia głodna kultury ducha.
Trzeba zatem zaczynać na nowo i w różnorodny sposób pomóc ludziom, w tym potomkom naszych Rodaków, aby mogli znowu żyć racjonalnie, po ludzku, ze świadomością i praktyką swej osobowej godności. Jak nie można głodnego odrzucić, gdy prosi o chleb, aby zachować swe biologiczne życie, tak też nie można udawać, że nie widzi się potrzeb duchowo-kulturowych, zwłaszcza zaś potrzeb wiary i religii tam, gdzie nastąpiło zniszczenie i spopielenie źródeł kultury ducha.
Przypomnienie o stratach kultury i religii jest zarazem wołaniem o pomoc dla naszych braci Ukraińców, Białorusinów, Rosjan i naszych Rodaków na niedawnej "nieludzkiej ziemi". To niekiedy nieme wołanie o ratunek dla ducha musi się spleść z odzewem św. Pawła: "Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!" (l Kor 9, 16).
Świadkami Chrystusa Pana na terenach Związku Radzieckiego byli kapłani zaangażowani w głoszenie Ewangelii, często aż do męczeńskiej śmierci. Ich liczba jest ogromna, jak to unaocznia ks. prof. R. Dzwonkowski w niniejszej pracy, dokumentującej losy duchownych katolickich pod rządami komunistycznymi w latach 1917-1939. Cierpienia i śmierć kapłanów, Polaków i innych narodowości, stanowi posiew krwi, która woła do niebios o zmiłowanie, do żyjących - o nowy zasiew ziarna Ewangelii. Nie ma bowiem innego wyboru dla kapłanów niż pójść za Chrystusem.
Autorowi, ks. prof. R. Dzwonkowskiemu, należą się słowa uznania i wdzięczności za ukazanie w niniejszej monografii świadectwa wiary i męczeństwa ogromnej rzeszy kapłanów na "nieludzkiej ziemi". Stanowi ona wybitny wkład poznawczy do najnowszej historii Kościoła i przyczyni się do uświadomienia współczesnemu Czytelnikowi, jakie wysiłki, nieraz nadludzkie, musieli podejmować pracujący tam kapłani, by umożliwić ludziom zachowanie godnego życia w kulturze wiary i polskości.
Prof. dr hab. Mieczysław Albert Krąpiec OP